autor artykułu: Hilary Majkowski
(artykuł został przepisany z wycinka prasowego, niestety nie wiem z jakiej gazety - autor strony www)
Wojna! Ile na to jedno pojęcie składa się wyobrażeń, ile grozy, ile bólu, rozpaczy pokonanych, triumfu zwycięzców. Morze krwi i łez, popioły, zgliszcza, całe połacie żyznych i kwitnących ziem w zniszczeniu i gruzach. Gdy sięgniemy pamięcią w ostatni dziesiątek lat przed wybuchem wrzenia europejskiego i zastanowimy się nad ogólnym bilansem produkcji artystycznej świata w stosunku do epok dawniejszych, znajdziemy go na punkcie martwym. Brak moze linii wytycznych, brak określonych kierunkow, u artystow starszych powtarzanie wielokrotne motywów raz już opracowanych, u młodych nie zawsze świadome celu szukanie drog, błądzenie często na oślep i po omacku. W ową martwotę i zastój uderzyło jak grom jedno wielkie słowo; Wojna! Idzie tedy wszystko, co zdolne utrzymać karabin w garści, acz pod obcą komendę, jednakże z tą wielka wiarą, że "Ta co nie zginęła, wyrośnie z naszej krwi", jak to kiedyś śpiewal nieodżałowanej pamięci Edward Słoński. I na wyczuloną duszę artysty padł nowy posiew.
Któregoś dnia 1914 roku młody adept sztuki graficznej, Leon Wróblewski, musiał ruszyć na front w pruskim mundurze. Urodzony w Poznaniu, "wojak" nasz pochodził ze znanej rodziny mieszczańskiej, której trzech synów poświęciło się malarstwu[1)]. Najmłodszy z nich, Leon, miał już wówczas za sobą studia - głównie w kierunku graficznym - odbyte w Berlinie. Przydzielony do miotaczy min, przechodzi walki pod Verdun, Ypres, St. Quentin, Arras, Douaumont i Vaux. W wolnych chwilach, niekiedy w czasie szalonej kanonady francuskiej, rysuje sylwetki żołnierzy, rannych, w ogóle cały sztafarz Bellony, od konia począwszy, na rozbitej granatami kuchni polowej kończąc. Rysunki te były wystawione w Poznańskim Stowarzyszeniu Artystów i w Towarzystwie Sztuk Pięknych.
Atoli piekło frontu francuskiego stawało się coraz gorętsze. Wróblewski dezerteruje więc po raz drugi[2)] z szeregów znienawidzonej armii i szczęśliwie dociera do Warszawy, gdzie bierze udział w rozbrojeniu listopadowym Niemcow. Tam też rysuje - głównie dla "Tygodnika Ilustrowanego" i "Świata" - ilustracje, przedstawiajace fragmenty tych chwil, podchwytuje charakterystyczne cechy wypasionych na warszawskim bruku niemieckich oficerów i żołnierzy, typowych "oferm" itp. W grudniu 1918 r. rozbraja znów Niemców jako powstaniec wielkopolski, a potem wstępuje do wojska polskiego. Otrzymuje przydział do warszawskiego Muzeum Wojskowego, gdzie też w r. 1920 urządza swą pierwszą wystawę zbiorową, w tymże roku prace jego uczestniczą w kilku wystawach w Ameryce (Nowy Jork, Chicago, Buffalo).
Podczas inwazji bolszewickiej, przydzielony do 14 dywizji wielkopolskiej generała Konarzewskiego, jest malarzem korespondentem i obfity plon przez siebie zebrany przedstawia na wystawie w Poznanskim Muzeum Wojskowym (rok 1920 grudzień - 83 prace).
W latach 1925/27 Wróblewski uzupełnia swe studia w Paryżu. Ulubionym jego miejscem szkicowania jest Dom Inwalidów. Zwiedza front, gdzie walczył jako żolnierz po "tamtej" stronie. A więc St. Quentin, Reims, Verdun, Douaumont, Vaux, lecz tym razem już nie bronił, lecz z malkastą i sztalugami. Urządził też wówczas wystawę w Paryżu, przyjetą życzliwie i z uznaniem.
Rozmach i zacięcie batalistyczne przejawia się we wszystkich pracach Wróblewskiego, np. w wielkim jego płótnie "Bitwa pod Dobuszynem", przedstawiającym fragment z walk przeciwbolszewickich, jakie staczał 58 pułk piechoty, dawniejszu 4 pułk strzelców wielkopolskich; grupę centralną stanowi karabin maszynowy z obsługą, a tło pejzażowe z bitwą znajduje się na dalszym planie. Obraz ten został ofiarowany przez artystę 58 p.p., a wystawiony był ostatnio na wystawie pamiątkowej 1920 r., urządzonej w warszawskiej "Zachęcie". Z większych kompozycji olejnych Wróblewskiego wyróżniony został dyplomem "Tank", poza tym należy wymienić "Eskortę więżniów bolszewickich przez 15 p. ułanów na tle ratusza poznańskiego", "Pochód wojsk amerykańskich na Pl. Zgody (reprodukowany w "The Chicago Daily News" i w "New York Times"), "Postój pod karczmą", cykl 18 dużych obrazów p.t. "Powstanie Wielkopolskie". Za pierwsze dwa obrazy z tego cyklu otrzymał w Warszawie na Jesiennym salonie "Zachęty" medal brązowy (1930 r.)
W zakresie grafiki Wróblewski zdobył liczne nagrody konkursowe za projekty plakatów, jak np. dwie pierwsze nagrody firmy Ganowicz i Wlekliński (1919), pierwszą i drugą firmy H.Cegielski, pierwszą firmy "Unia" w Grudziądzu, drugą "Reklamy Polskiej" i cztery Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, ponadto zamieszcza rysunki w szeregu pism, jak "Życie", "Tygodnik Ilustrowany" i "Świat", gdzie w r. 1919 np. zamieszczono artykuły przez niego ilustrowane o Wyzwoleniu Wielkopolski". Ponieważ wówczas istniał jeszcze kordon graniczny, musiał je sam przewozić do Warszawy.
Wróblewski jest z zamiłowania batalistą. Miejmy nadzieję, że w tym zamiłowaniu wytrwa mmimo tak modnego dzisiaj ... pacyfizmu.
1)Najstarszy Władysław, zmarł młodo na krótko przed wojną. Specjalizował się w malarstwie "myśliwskim". Drugi Stanisław, restaurator i malarz kościelny.
2)Po raz pierwszy w r. 1917 spod Verdun, za co odsiaduje więzienie na Grolmanie.